Moja podróżna „kosmetyczka”

Dzisiaj zapraszam Was na post o tym co zabieram na mój długo wyczekiwany wyjazd.

To co Wam pokazuje to oczywiście nie wszystko ale zdecydowana większość kosmetyków jaką biorę. Nie chce zabierać za dużo, bo zamiar kupić sobie jakieś nowości z
marek u nas niedostępnych ale tyczy się to kolorówki bądź
kosmetyków do ciała. Jeśli chodzi o twarz to raczej stawiam na
sprawdzone kosmetyki, żeby później nie doznać niemiłych niespodzianek.

Leci ze mną oczywiście mój ukochany zapach La vie est belle i dołączony do niego balsam, na wieczory będzie idealny. 

Po moich poprzednich wyjazdach nauczyłam się zabierać z sobą chłodzący aloes. No i oczywiście w mojej kosmetyczce nie może zabraknąć Resibo. Słuchajcie jak tylko wrócę to napisze Wam kilka słów o tym olejku do demakijażu bo jest rewelacyjny. Ma mały minusik ale wybaczam mu go.

Jeśli chodzi o kolorówkę to zabieram absolutne minimum. Nie mam pojęcia czy w ogóle będę się malowała, może wieczorami. Biorę oczywiście mój ukochany cień z MAC Satin Taupe, który świetnie współgra z cieniem w kremie z Color Tattoo Creamy Beige, kredkę do brwi i tusz.

Do twarzy mój kremik z Uriage i serum z Loreala, z którego nie jestem zadowolona i wyczekuję denka. Oprócz tego krem pod oczy z Organique, który jest świetny. Do włosów biorę jedynie odżywkę i ten taki „krem” z Isany. Jeśli chodzi o szampon to chciałabym jakiś ciekawy kupić na miejscu.

Myślicie, że dużo tego czy raczej rozsądnie ?
Teraz jak tak patrzę to chyba mało tego i idę coś dopakować haha!

Buziaki
PATA
Podziel się wpisem