Happy Planner – dlaczego się nie polubiliśmy i „głupia” ja

Dzisiaj słów kilka o tym jak dałam się zwariować. Kiedy jakaś „moda” czy to co podobało mi się wizualnie na chwile wyłączyło mój mózg, który przecież od 23 lat wie, że nienawidzę planować, czyli moja opinia o plannerze Happy Planner.

Planowanie nie dla Paty

Nigdy nie byłam osobą lubiąca cokolwiek planować. Po prostu zawsze wszystko robię na ostatnią minutę chyba, że jest to coś hiper ważnego. Wtedy mój mózg nie daje mi o tym zapomnieć. Chciałam zrobić Wam recenzje Happy Plannera, ale nie będzie ona taka typowa, ponieważ  muszę przyznać się do własnej głupoty. Tak chyba można to nazwać.

Happy Planner wersja tygodniowa

Czytając różne recenzje, a w szczególności oglądając różne zdjęcie na Insta wpadł mi w oko kalendarz o miłej nazwie Happy Planner. Pięknie wydany kalendarz, który „musiałam” mieć. Oczywiście nikogo nie winię za to, że go polecał, bo niewątpliwie u wielu się sprawdzi, ale ja chyba miałam sieczkę w mózgu, bo przecież wiem, że nie lubię planować. Co jednak zrobiłam? A kupiłam kalendarz za jakieś 120zł. Dlaczego? no właśnie nie wiem. Teoretycznie chciałam coś zmienić, zacząć planować i myślałam, że ładny kalendarz pomoże. Nic bardziej mylnego. Wydaje mi się, że sama siebie oszukałam.

Happy Planner wydanie

Happy Planner jest bardzo ładnie wydany. Chociaż jak dla mnie za dużo w nim niepotrzebnych „pierdół”, a za mało prawdziwego kalendarza. Możemy w nim zapisać jak powinien wyglądać nasz idealny dzień, ale tak naprawdę nie ma w nim za dużo miejsca żeby zrobić jakiekolwiek notatki o sprawach ważnych. Kwestia gustu. Wiem, że niektórzy to lubią i wcale tego nie neguje. Bardziej jestem zła na samą siebie. Czemu próbowałam się zmienić czy też dopasować do aktualnej „mody” (jeśli tak to można nazwać). Bo tak właściwie to więcej w tym było „mieć” niż potrzebować.

Happy Planner opinia

Jeżeli więc do tej pory nie planowałyście to ładny kalendarz tego nie zmieni. Tak samo zresztą jest w innych dziedzinach. Napatrzymy się na coś u kogoś, kupujemy i okazuje się, że pieniądze były wyrzucone w błoto. Nie chcę teraz też totalnie zjechać tego kalendarza. Ale nawet jego wysoka cena nie zmieniła moich przyzwyczajeń i mojego lenistwa. Jest ładnie wydany. Jak dla mnie mało konkretny. Twórczynie trochę chyba zapomniały co powinno być w kalendarzu, a co jest zbędnym dodatkiem. Do mnie niestety wypisywanie manifestów, opisywanie idealnego dnia czy też tego co mnie uszczęśliwia nie przemawia. Mam to zakodowane w głowie i nie muszę pisać, że idealnie byłoby się wyspać.
Happy Planner po prostu nie jest dla mnie. Głupotą było go kupować. Jedyny plus tego wydatku jest taki, że uświadomiłam sobie, że nie powinno się ulegać czemuś co z góry się dla nas nie nadaje. Dlatego też nie biegam. Czy też nie robię innych rzeczy tylko dlatego, że są modne. Co oczywiście wcale nie znaczy, że są złe. Po prostu nie są dla mnie.
Jestem bardzo ciekawa co myślicie o tym kalendarzu i o tym jak to jest z uleganiem jakimś rzeczom? Czy modne zawsze znaczy dobre?
Buziaki
PATA
Podziel się wpisem