Ulubieńcy lutego

Mamy marzec! Jeszcze trochę i będzie wiosna także jest z czego się cieszyć. Z racji, że pożegnaliśmy luty chciałam Wam pokazać moich ulubieńców. Wielu z nich pokrywa się z wcześniejszymi, dlatego pokaże Wam tylko kilka perełek.

Od zeszłego poniedziałku czyli prawie 2 tygodnie temu nie kupuje nowych kosmetyków. Założyłam sobie kupować dany kosmetyk tylko wtedy jak mi się skończy jego poprzednik. Zobaczymy jak długo wytrwam. Też macie czasem takie ambitne myśli?

W każdym razie na początku miesiąca tego założenia nie miałam. Co oznacza, że poczyniłam mały zakup. Mianowicie do koszyka wpadł Clarins Instant Light Lip Comfort Oil i to w dwóch dostępnych odcieniach 01 i 02. Rok temu kiedy szturmem obiegły blogi strasznie się na nie napaliłam, ale była to edycja limitowana i nigdzie ich nie mogłam dostać. Gdy teraz pojawiły się w douglasie w ofercie miesiąca i to w cenie promocyjnej 55zł to chwyciłam oba. Totalnie przepadłam. Olejki z Clarins to coś cudownego i niedługo pojawi się na ich temat odrębny post.
Kolejnym hitem tego miesiąca były kredki do ust. W szczególności często na moich ustach gościła tania dobra kredka z Essence w odcieniu Satin Mauve KLIK. Bardzo podoba mi się jej kolor, ale najważniejsze, że nosi się ją bardzo komfortowo. 
Przez bardzo długi okres czasu mniej więcej rok. Nie używałam podkładów, kremów BB ani niczego innego. Tej zimy coś mi się odmieniło i  znowu zaczęłam się zaprzyjaźniać z tymi produktami. Oczywiście miałam mały zapas w postaci choćby tego kremu BB. Bio-Essence Bio Platinum. Co tu dużo pisać jest fantastyczny. Ma jasny odcień, ładnie się dopasowuje i wtapia. Daje ładne wykończenie czyt. nie matowe. Matów nie lubię. Po prostu świetny krem BB. Jeśli macie ochotę na jakieś małe porównanie azjatyckich kremów, a tych europejskich dajcie znać.
Ostatnim ulubieńcem o którym chciałam Wam wspomnieć jest tonik firmy Vianek czyli rodzina wszystkim znanej firmy Sylveco. Na wstępie dodam Wam, że dotychczas używane przeze mnie produkty do twarzy Sylveco sprawdziły się okropnie. Dlatego też bałam się Vianka, ale oczywiście niemądrze byłoby skreślać firmę na wstępie. No i całe szczęście! Nawilżający tonik-mgiełka Vianek jest naprawdę dobry. Pięknie pachnie, skóra jest mięciutka, szybko się wchłania i mam wrażenie, że świetnie się spisuje razem z moim ulubionym kremem odżywczym z Resibo KLIK. Poużywam go jeszcze trochę i na pewno skrobnę o nim coś więcej. Bo nie jest to produkt drogi, więc warto mu się przyjrzeć. 
To by było na tyle. Mam nadzieję, że marzec dla wszystkich będzie dobry i oczywiście pełen oszczędności.Ha! 
Dajcie znać czy coś Wam wpadło w oko?
P.S. Walczycie z prosakami? Jestem właśnie po laserze i zastanawiam się czy ktoś również ma taki problem i chcę o tym poczytać.

Buziaki
PATA
Podziel się wpisem