Origins Clean Energy Gentle Cleansing Oil- świetny produkt i mniej fajne zachowanie producenta

2017-11-03T15:56:30+00:00 piątek, 3 Listopad, 2017|

Dzień dobry! Pewnie każda z Was miała bądź miewa takie chwile słabości, że zakochuje się w produktach, które ktoś gdzieś pokazał i nagle włącza się nam potrzeba posiadania. Tak właściwie to tak działają blogi i co tu się dziwić jak kilka miesięcy temu na kilku blogach zobaczyłam bohatera dzisiejszego wpisu czyli Origins Clean Energy Gentle Cleansing Oil i stwierdziłam: „Pata musisz go mieć”. Olejki do demakijażu przecież uwielbiam, a tego z Origins jeszcze nie miałam, więc skusiłam się, ale moje uczucia niestety są mieszane.

clean energy origins recenzja

Olejek do demakijażu Origins Clean Energy

Każda z nas szuka swoich sposobów na najlepszy demakijaż. Jedne z nas podchodzą do tego z pełną powagą i kilku etapowo, drugie zmywają makijaż, ale nie podchodzą do tego przesadnie, a kolejna grupa ma to najzwyczajniej w świecie gdzieś bardzo głęboko. Mój stosunek do tego lata temu oscylował właśnie w okolicach 3 grupy czyli po co robić sobie kłopot. Kilka lat starsza i mam nadzieje mądrzejsza, totalnie zmieniłam swoje podejście o czym pisałam Wam już w wpisie o pielęgnacji skóry naczynkowej. Teraz zdecydowanie należę do grupy pierwszej, czyli wpadłam z jednej skrajności w drugą. Żeby jednak nie przedłużać napiszę Wam, że mycie twarzy olejkiem to dla mnie jeden z kroków oczyszczania twarzy i jak do tej pory moim ulubieńcem był i jest olejek do demakijażu Resibo.

A jak sprawił się olejek z Origins? Tutaj właśnie muszę Was rozczarować, bo za taką cenę nie jestem zadowolona, ale już Wam tłumaczę dlaczego.

Najgorsze opakowanie

Cała wina leży po stronie opakowania tego olejku do demakijażu Origins. Generalnie opakowania kosmetyków to dla mnie sprawa drugorzędna, chociaż wszystko zależy od ceny. Jak są ładne to fajnie, bo lubię cieszyć oko. W przypadku olejku wydawać by się mogło: „o co jej chodzi?”, ale słuchajcie cóż za inteligent wpadł na to, żeby zrobić opakowanie bez dozownika, bez pompki przy produkcie za 105zł! Otwieracie wieczko a tam „czarna dziura”. Ogromny otwór z którego w bardzo łatwy sposób można wylać cały produkt. Nie potrafię sobie wytłumaczyć, że przy takiej cenie, nie starczyło im na pompkę. Może któraś z Was rozumie logikę producenta? Bo do mnie nie przemawia żadna argumentacja jaką czytałam u innych dziewczyn. Dodam tylko, że wiem, że można dokupić pompkę za 15zł, ale to mi się totalnie w głowie nie mieści jak producent przy takiej cenie może w ten sposób traktować klienta. Osobiście uważam, że Origins próbuje nabić klientów w butelkę.

opakowanie clean energy origins

clean energy origins olejek do demakijażu

Działanie

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że sam produkt jest świetny i obrywa baty przez opakowanie. Clean Energy Gentle Cleansing Oil to świetny olejek do demakijażu. Ma naturalny skład, jest delikatny dla skóry i pięknie ją oczyszcza nie zostawiając uczucia ściągnięcia. Skóra jest miękka i dostaje dawkę nawilżenia właśnie ze względu na zawartość olejków w składzie i również w moim przypadku nie ma mowy o zapychaniu. Co moim zdaniem jest też bardzo ważne, po demakijażu tym olejkiem ani razu nie zdarzył mi się efekt „mgły”, a oczyszczam tym olejkiem również powieki. Nie do końca domywa tusz, ale ja makijaż oczu wstępnie zmywam płynem micelarnym, więc resztki makijażu oczu spokojnie domywam. Wspominam o tym, bo wiem, że sporo osób lubi zmywać cały makijaż tylko jednym produktem, a tu w przypadku mocnego makijażu oczu mógłby być problem. To jaka skóra jest miękka i gładka po użyciu olejku Origins jest nie do opisania.

A jakby tego dobrego było mało to produkt jest bardzo wydajny, bo używam go od kilku miesięcy. Wylałam już kilka razy zdecydowanie zbyt dużą jego ilość przez to badziewne opakowanie, a nadal zostało mi go sporo. Dlatego tym bardziej nie rozumiem czemu Origins wkurza ludzi tak dennym opakowaniem, kiedy sam produkt jest świetny. Prawie bym zapomniałam Wam napisać, że Clean Energy przecudownie pachnie. Zapach jest delikatny cytrynowo-pomarańczowy.

Skład


Olea Europaea (Olive) Fruit Oil,Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil; Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil; Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil; Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil; Peg-25 Glyceryl Trioleate; Macadamia Integrifolia Seed Oil; Aleurites Moluccana (Kukui) Seed Oil; Citrus,Lavandula Hybrida Oil, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil,Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil,Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil,Cedrus Atlantica Bark Oil,Pogostemon Cablin Oil,Salvia Sclarea (Clary) Oil*,Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil,Pelargonium Graveolens Flower Oil,Fusanus Spicatus Wood Oil,Amyris Balsamifera Bark Oil,Linalool, Limonene, Sorbitan Trioleate, Tocopheryl Acetate

cleansing oil origins maseczka drink up

Podsumowując produkt jest cudowny, ale opakowanie i postawa producenta są dla mnie skandaliczne. Czuje się tak samo „oszukana” jak w przypadku Foreo Luny Play, gdzie płacimy ogromne pieniążki za gadżet na 100 użyć. Producent oczywiście o tym informuje, ale wiadomo, że o wiele ciszej niż o wszystkich atutach tego sprzętu. Tutaj Origins chce wyciągnąć dodatkowe pieniążki od klienta, zamiast zrobić od razu konkretne opakowanie.

  • Faktycznie słabo… Mi wiecznie wszystko leci z rąk i pewnie połowę opakowania bym straciła 🙁 Chociaż myślę, że wiele kobiet nawet nie zwróci na to uwagi, tylko wyciągnie te dodatkowe kilkanaście zł na pompkę.

  • Rzeczywiście pompka by się tutaj przydała i też się dziwię, czemu producenci tego nie zrobili, zwłaszcza że nie jest to produkt tani. Niby mały szczegół, ale znacznie zmniejsza komfort użytkowania. Całe szczęście, że chociaż w działaniu jest fajny 😉

  • Brak pompki faktycznie jest minusem

  • I zobacz jak felerne opakowanie może odebrać radość z używania świetnego produktu. Nie lubię takich sytuacji.

  • 15 zł za pompkę? Zdzierstwo! W tej cenie można mieć inny kosmetyk… dlatego szkoda, tym bardziej, że 105 zł to sporo i ja bym pewnie i tak go nie kupiła z powodu zbyt dużej ceny.

  • Faktycznie zastanawiające. Sądziłam, że posiada dozownik a tu takie zaskoczenie. Może jest w tym jakiś ukryty cel? 😁szybko zużyjesz czyt.wylejesz przez nieuwagę i kupisz kolejny 😊

  • Bardzo fajna i rzeczowa recenzja:).
    Dzięki temu wiem, że nie zdecyduję się na ten olejek ze względu na brak dozownika i fakt, że nie do końca domywa tusz.

  • Myślę podobnie jak Ty, za taką cenę można oczekiwać podstaw w postaci dozownika. Ale u mnie olejek ma rozpuścić cały makijaż, razem z tuszem (po micel sięgam w drugiej kolejności), więc mógłby się nie sprawdzić.

  • anaikosmetyki

    Ja również nie lubię takich kosmetyków bez dozownika

  • Faktycznie opakowanie nie grzeszy wygodą użytkowania ;/ Widzę w tle krem pod oczy tej marki ? Mam plan kupić go na dniach, jakie masz zdanie na jego temat ?

    • To nie krem z origins tylko z dr Ireny eris do twarzy:) kremu pod oczy Origins nie miałam, ale miałam ten pomarańczowy krem do twarzy i u mnie za słabo nawilżał niestety 🙁

  • Przy tej cenie pompka do obowiązek. Nieźle sobie marka pojechała w klocki.

  • Mru

    faktycznie bieda, że przy takiej cenie opakowanie jest takie marne :/

  • sauria80

    Uwielbiam olejki! A jeszcze bardziej markę Origins! <3

  • Uuuu to opakowanie to faktycznie żart.

  • No niestety i tak się zdarza, Double Wear czy Sheer Glow od Nars też są bez pompki i marki na tym zarabiają :/. Sama raczej się nie skuszę, bo jeśli chodzi o olejki do twarzy to szkoda mi kasy :P.

  • Słabizna z tym opakowaniem :/

  • Domyślam się, jak bardzo uprzykrzające może być wylewanie na dłoń idealnie wymierzonej porcji tego olejku. Myślę, że marka jest na tyle mądra, że jak trafi taka recenzja do odpowiedniej osoby, to coś z tym zrobią.

  • Bardzo duży otwór, ja ostatnio sama robiłam olejek i przelałam do pojemnika z pompką, bo to wg mnie najlepsze rozwiązanie i najmniej się tłuści butelka.

  • Uwielbiam Twoje szczere recenzje <3
    Dla mnie jednak ten produkt totalnie nie jest stworzony, bo u mnie oczyszczanie olejami po prostu nie wchodzi w rachubę 😉

  • Na ten olejek też miałam ochotę. Teraz mam już dwa inne kremy do demakijażu, więc na razie i tak odpuszczę, ale myślałam o nim poważnie… Szkoda, że to opakowanie jest tak właśnie zrobione. A właściwie to sposób dozowania jest niefortunny, bo olejek przecież jest śliski… jeśli wezmę go przed zakręceniem śliską dłonią to cała zawartość może natychmiast wylądować na podłodze, w umywalce, gdziekolwiek…

  • Za taką cenę mamy prawo oczekiwać nie tylko porządnego, ale też ładnego opakowania. Dobrze, że zawartość się sprawdza 😉

  • Dozownik by się przydał, ale szczerze mówią nie jest to jedyna marka, która tak postępuje (np. MAC, EL)

  • Rzeczywiście pompka by się przydała…

  • Źle dobrane opakowanie może wkurzyć, zwłaszcza opakowanie olejku. Nawet nasz tani, polski Vianek ma pompkę. Zauważyłam, że czasem producenci drogich kosmetyków tak robią, że wsadzają dobry, drogi produkt w tanie, niepraktyczne opakowanie. Cięcie kosztów? Kto to wie ;D

    Rozumiem (ze składu), ze to mieszanka olejków bez emulgatora, czyli trzeba to zebrać, nie zmywa się samą wodą 😉 Ja ostatnio szukam takich zmywanych wodą , jestem leniwa, a demakijaż robię zwykle późno w nocy ;P

  • Zaciekawiłaś mnie nim, ale ta dziura mnie totalnie przeraża! Okropieństwo 🙁

FreshMail.pl